Problemy w związku? Może tylko komunikacja szwankuje.

Kiedy robiłem sobie notatki do poprzedniego wpisu o sprawdzonym podejściu do rozwiązania każdego problemu, przyszedł mi do głowy jeszcze jeden temat związany z rozwiązywaniem problemów. Chociaż tak naprawdę myślę, że to jest kwestia raczej czegoś, co nazwałbym "prewencją problemową".

W każdym razie chciałbym Cię zainspirować do pomyślenia o innych ludziach w naszym życiu, a bardziej szczegółowo, o sposobie naszej interakcji z nimi.

Bo ta interakcja jest w bardzo wielu przypadkach źródłem problemów.

Zapewne zgodzisz się ze mną, że im mniej znamy kogoś, im ktoś jest bardziej "Iksińskim", tym mniej nas obchodzi co i jak robi?

Oczywiście Iksiński może wjechać w bagażnik Twojego samochodu i mimo, że jeszcze minutę temu nie miałaś żadnej świadomości, że taki ktoś istnieje, teraz stał się nagle osobą, która wygenerowała znaczący problem w Twoim życiu.

Ale mi raczej chodzi o tego sąsiada, co mieszka dwie klatki od Twojej i widujesz go kilka razy w miesiącu na osiedlowym skwerku z psem. Albo o tę panią, która ostatnio obsługiwała Cię w kasie na dworcu kolejowym. Albo o tego policjanta, który stara się rozładować korek na skrzyżowaniu, kiedy jedziesz co rano do pracy.

Dopóki pies sąsiada nie obsikuje wejścia do Twoje klatki, pani w kasie dworcowej nie była opryskliwa, a policjant nie dał Ci mandatu za jakieś nic nieznaczące, drobne wykroczenie, to Twoje życie nie byłoby inne, gdyby Ci ludzie nie istnieli, a Ty nie zaprzątasz sobie głowy zastanawianiem się, jak powinni się zachowywać w jakiejś konkretnej kwestii, a szczególnie w stosunku do Ciebie. Prawda?

No może w kwestii aborcji, Trybunału Konstytucyjnego czy wyników ostatnich wyborów na prezydenta zastanawiamy się, jak "oni", czyli Iksiński i spółka, mogą być tak krótkowzroczni, pozbawieni możliwości racjonalnej analizy, a nawet zdrowego rozsądku i generalnie ... głupi, żeby nie myśleć tak, jak my.

Ale na codzień Iksińscy nam "wiszą".

Wolisz posłuchać niż czytać? Voilà.
Posłuchaj na Apple Podcast

Instrukcja obsługi ... nas samych.

Co innego, jeśli ten ktoś w Twoim życiu jest kimś, kogo dobrze znasz, a przynajmniej tak Ci się wydaje.

Jeśli to jest mąż, szef w pracy, albo przyjaciel, wtedy nie tylko "wiemy", co i jak mają robić, ale mamy dla każdego z nich przygotowane "zasady zachowania na każdą okoliczność życia".

Naszego życia.

Zasady te rzadko kiedy opuszczają nasz umysł, by zostać unaocznione osobie, której dotyczą i nigdy w całości, ale mają postać niespisanych instrukcji postępowania, opasłych tomiszczy standardów, czy kanonów zachowań, które obowiązują przecież "od zawsze".

Generalną regułę, według której tworzymy te manuale, można streścić następująco: jeśli Ty (osobo z naszego otoczenia i adresacie manuala) będziesz zachowywać się tak, jak Ja (twórca manuala) sobie tego życzę, to Ja będę wtedy (a czasami dopiero wtedy) szczęśliwy.

Wydaje nam się, że tworzone przez nas instrukcje wyrażają jedynie nasze oczekiwania, i że te nasze oczekiwania są przecież całkiem rozsądne. A przecież ludzie powinni zachowywać się rozsądnie.

Jeśli w ogóle zdajemy sobie sprawę, że tak robimy, myślimy o tych instrukcjach dla innych, jako o informacjach, wskazówkach czy zaleceniach, ale w rzeczywistości one mają charakter pouczeń, wytycznych, dyrektyw czy rozporządzeń.

A co najgorsze, w wielu przypadkach duża część naszego życia emocjonalnego (a w tragicznych wypadkach może to być nawet jego całość) zostaje powiązana z tym, czy z tamtym manualem, a to jest prosta recepta na większą lub mniejszą katastrofę.

W takich sytuacjach, zamiast zajmować się, zgodnie z przedstawianą w poprzednim wpisie zasadą odpowiedzialności za siebie, zaspokajaniem własnych potrzeb poprzez zarządzanie naszymi myślami, zaczynamy się głównie zajmować kontrolowaniem adresata manuala, bo przecież od tego głównie albo w całości zależy nasze szczęście.

Problem z takim podejściem jest conajmniej dwojaki:

  • jeśli adresat manuala jest normalnym, dorosłym człowiekiem, to nasze szanse na pełną kontrolę nad nim są znikome,
  • równie znikoma jest szansa na to, że może on zrobić aż tyle albo cokolwiek, aby uczynić nas na stałe tak szczęśliwymi, jak tego chcemy.

Im szybciej zdamy sobie sprawę, że tworzymy niepotrzebnie instrukcje dla innych oraz przejmiemy odpowiedzialność za siebie i stworzymy odpowiedni manual dla nas samych, tym większa szansa, że będziemy szczęśliwi tak, jak tego chcemy.

Dlaczego ktoś inny a nie Ty?

Czasami odnoszę wrażenie, że nie potrafimy kontrolować samych siebie i zarządzać sobą w odpowiedni sposób, ale bardzo chcemy kontrolować innych i zarządzać nimi.

Z punktu widzenia logiki to może wydawać się śmieszne, ale w swoich skutkach raczej bywa mało zabawne, bo nieuchronnie prowadzi nas do ciągłej frustracji i pogłębiającego się z każdą chwilą "chciejstwa" wobec tej drugiej osoby. A to jest przepis na ugrzęźnięcie na dobre w spirali coraz bardziej negatywnych uczuć.

Wiesz, że lubię zadawać pytania. Czy zatem powinienem zachęcić Cię do zadania sobie pytania: dlaczego chcę, aby ta osoba, dla której napisałam grubą i długą instrukcję, robiła coś inaczej niż dotychczas i zachowywała się właśnie w ten sposób?

Jeśli chcesz się nad tym pochylić, zapewne Cię nie powstrzymam, ale zachęcam raczej do zastanowienia się czy mam rację, dając Ci następującą odpowiedź.

Prawdziwym powodem takiego postępowania jest nasze przeświadczenie, że poczujemy się lepiej po zmianie zachowania tej osoby.

Ale mam nadzieję, że jeszcze pamiętasz, iż to nasz sposób myślenia o czymś wpływa bezpośrednio na nasze uczucia związane z tym czymś i nic tam nie było o tym, że ma na to wpływ zachowanie innych.

A zatem, czujemy się wtedy lepiej wyłącznie z powodu tego, że w naszym umyśle pojawiają się myśli typu: kocha mnie, troszczy się o mnie, szanuje mnie.

Z drugiej strony, kiedy adresat manuala nie podąża wyznaczoną mu ścieżką, nasze myśli stają się negatywne: nie kocha mnie, nie troszczy się o mnie, nie szanuje mnie, a to powoduje, że czujemy się z tym źle.

Jeśli nie weźmiemy odpowiedzialności za własne uczucia lądujemy w bardzo niekomfortowej sytuacji, w której delegowaliśmy tę odpowiedzialność na kogoś innego i do tego uzależniamy nasze życie uczuciowe od zachowania tego kogoś.

Kontroluj siebie zamiast manipulować innymi.

Kiedy tak się stanie, kiedy czyjeś zachowanie generuje nasze negatywne emocje i skutkuje naszym kiepskim samopoczuciem psychicznym, wtedy zazwyczaj albo jesteśmy całkowicie bezbronni, bo jedyna droga do naszego lepszego samopoczucia wiedzie przez zmianę zachowania tej osoby, albo uciekamy się do szantażu emocjonalnego i prób manipulacji by postawić na swoim.

W obu przypadkach najczęściej spotykane rezultaty nie są zachwycające, a chcąc temu jakoś zaradzić udajemy się do tego czy innego terapeuty.

Możemy wtedy usłyszeć coś takiego: "proszę zrobić listę wszystkich swoich potrzeb, porozmawiać z tą osobą o tych potrzebach, a wtedy ta osoba będzie mogła je spełnić".

No coż, sytuacja zmieniła się o tyle, że teraz nasz manual zyskał "certyfikat" zgodności z naukowym podejściem i mamy go w formie spisanego streszczenia, co ułatwia nam rozpoczęcie batalii o swoje.

Może się wydawać, że gotowość do zakomunikowania naszych oczekiwań jest znacznie lepsza, niż wyśmiewane w niezliczonych skeczach kabaretowych słynne: "domyśl się".

Uważam, że tak, tylko, jak pokazuje życie, próba zapoznania drugiej połowy naszego związku z naszą listą często kończy się adekwatną ripostą. Coś jak z "Kilerów 2-óch": "jedna sztaba Pan Lipski, jedna sztaba Pan Siara". Tylko nie chodzi o sztaby złota, a o wymianę ciosów na potrzeby.

Może się wydawać, że mamy szczęście, kiedy udaje nam się osiągnąć jakiś kompromis. Ale czy aby napewno?

Niestety, w wielu przypadkach kończy się to relacją, w której nie tylko pozostajemy odpowiedzialni za swoje potrzeby, ale stajemy się również odpowiedzialni za potrzeby drugiej strony. A stąd już prosta droga do prób manipulacyjnej kontroli każdej ze stron wobec tej drugiej.

Patrz na "ręce", ale swoje.

Jakie jest zatem rozwiązanie?

Najpierw odpowiedź teoretyczna, ale ... jakżeby inaczej, zaczniemy od pytań.

Czy zatem nie powinnaś mówić swojemu mężowi o Twoich potrzebach? Nie powinnaś wymagać od niego wyrzucania śmieci, prania i prasowania swoich ubrań, częstszego okazywania Ci miłości czy wspólnych wyjazdów do Twojej mamy na niedzielny obiad?

Z pewnością możesz. Możesz wymagać czegokolwiek od kogokolwiek, ale jeśli jednocześnie powiążesz swoje uczucie szczęścia ze spełnieniem Twojego wymogu przez tego kogoś, strzelasz sobie w kolano.

Czyjeś zachowanie nie determinuje Twoich uczuć. To sposób w jaki myślisz o tym zachowaniu wpływa bezpośrednio na to, jak się czujesz.

Kiedy życzysz sobie, aby ktoś coś wykonał, a ten ktoś tego nie robi, podobnie jak przy omawianych w poprzednim wpisie problemach natury systemowej, to nie Twoja wina, ale to Ty bierzesz odpowiedzialność za to, jak się z tym czujesz.

To oczywiście nie oznacza, że masz pozostawać w relacji z ludźmi, którzy nie podzielają Twoich wartości, notorycznie robią rzeczy wbrew tym wartościom i nie żyją tak, jak ty chcesz żyć, sprawiając, że Twoje życie staje się udręką.

Jeżeli tak właśnie się dzieje w Twoim życiu, to raczej pozbądź się złudnej nadziei, że uda Ci się ich zmienić. Marne szanse, a do tego możesz otrzeć się o szaleństwo próbując to robić.

Twoje szczęście pochodzi wyłącznie od Ciebie. Nie ma znaczenia kim są i co robią Twoi przyjaciele, rodzina czy Twój mąż w kwestii Twojego szczęścia.

Jeśli na skali dopasowania do Ciebie te osoby znajdują się bliżej idealnego końca, to znacząco ułatwia sprawę i łatwiej jest o pozytywne myśli z nimi związane oraz o uczucie szczęścia będące ich konsekwencją.

Ale jeśli tak nie jest, nie jest to równoznaczne z wyrokiem dla tych osób i Ciebie czyli: muszą się zmienić, abyś była szczęśliwa.

dla mnie to szczególnie ważne | autor

Jeśli tylko odpuścisz kontrolę nad innymi ludźmi w Twoim życiu i skupisz się na sobie i Twoich reakcjach na ich zachowanie, Twoje życie może być znacząco lepsze.

Zmiana myślenia czyli 5 pierwszych kroków.

Cóż, taka jest teoria. A jak to się ma do życia w "realu" i jak to wprowadzić w praktyce?

Przedstawię Ci moje sugestie w tym zakresie, bazujące na moich doświadczeniach, ale najpierw chciałbym, abyś wiedziała jedną rzecz, gdyż chcę być z Tobą szczery.

Wszystko, o czym mowa w tym wpisie jest istotną częścią mojego podejścia do życia i według tego postępuję, radząc sobie z moim życiem najlepiej, jak umiem. Czy osiągnąłem w tym mistrzostwo, udało mi się wdrożyć wszystkie te zasady i uzyskałem 100% sukces?

Daleko od tego.

Wiele pracy jeszcze przede mną i wiele problemów do rozwiązania. Ale z perspektywy kilkunastu, a może już kilkudziesięciu lat świadomej pracy nad sobą mogę z czystym sumieniem powiedzieć Ci: warto podążać tą ścieżką.

Jeśli nie masz pomysłu jak sobie radzić z problemami w Twoich relacjach, albo Twoja strategia nie przynosi oczekiwanych rezultatów ... wypróbuj podejście, o którym mówię.

Naprawdę, daje radę.

Z mojej perspektywy, wprowadzanie takich zmian w życiu jest podobne do ćwiczenia jogi: efekty nie będą natychmiastowe, ale z upływem czasu nabierasz coraz większej wprawy i rezultaty są coraz lepsze.

Nie zostaniesz "człowiekiem gumą" za pół roku, czy nawet za rok. Nie wiadomo czy w ogóle osiągniesz ten poziom, ale jakość Twojego życia będzie wzrastać niemalże wykładniczo, jeśli zaufasz procesowi i będziesz ćwiczyć.

Zmiana sposobu myślenia na jakikolwiek temat raczej nie jest działaniem jednorazowym. Jest procesem. To rzadko odbywa się z dnia na dzień, bo tak sobie postanowisz. To wynik żmudnej, codziennej pracy, a jak to zrobić najlepiej, to temat na oddzielny wpis.

Ale to nie powinno powstrzymywać Cię od zapoczątkowania zmian, możliwych do wprowadzenia od razu.

A skora tak, to do dzieła.

Od czego możesz i raczej powinnaś zacząć?

  • Po pierwsze, kiedy zdecydujesz się przedstawić komuś swoje oczekiwania ogranicz listę do kilku rzeczy jednorazowo. Będzie znacznie łatwiej przeprowadzić taką rozmowę jeśli wybierzesz 3 sprawy z 33, które masz na liście. Zwiększysz tym samym szansę sukcesu.
  • Po drugie, bądź raczej jak wyrozumiały przyjaciel niż zaborczy małżonek albo despotyczny szef.
  • Po trzecie, zaprzestań sięgania po szantaż emocjonalny, jeśli było to Twoim zwyczajem.
  • Po czwarte, daj czas na zmianę oraz utrwalenie się nowych nawyków u tej osoby i nie żałuj jej feedbacku, zwłaszcza pozytywnego.
  • I po piąte, czasami lepiej zrobić coś samemu, niż wymagać tego od innych.

Dam przykład w tej ostatniej kwestii, bo akurat w moim życiu to świeża sprawa.

W odstępie mniej więcej roku przygarnęliśmy z żoną dwie bezpańskie kotki, które przybłąkały się na naszą posesję.

Mają przygotowane specjalne, ocieplone budki, ale kiedy nastała zima i za oknem bywało minus kilkanaście stopni w nocy, obie chętnie zaczęły mieszkać w domu.

To oczywiście zaowocowało koniecznością zajęcia się tym, co koty robią do kuwety.

Ani moja żona, ani ja nie przepadamy za obcowaniem z kocią kupą, ale ktoś musi to robić.

Zgodnie z zasadą, że jedyną rzeczą, do której mam prawo jest zatroszczenie się o moje własne emocje i uczucia oraz o to, żeby mój umysł generował myśli, które mi służą, przemyślałem sprawę i zadałem sobie trzy pytania:

Czego nie chcę bardziej: sprzątać po kotach, czy kociej kupy w domu?

Czy przychodzą mi do głowy jakieś argumenty dlaczego miałbym oczekiwać od żony robienia tego, czego sam nie chcę robić?

Czy naprawdę chcę kłócić się z żoną o sprzątnięcie kociej kupy?

W odpowiedzi, co rano i kiedy trzeba w ciągu dnia, sprzątam po kotach.

Dzięki temu kociej kupy nie ma w kuwecie, ale także nie ma jej w naszym związku i nie cierpi na tym nasza relacja.

Te pięć praktycznych rad nie wymaga posiadania jakiejś rozbudowanej wiedzy, czy niesamowitej zmiany w Twoim podejściu do omawianej kwestii.

Ale jeśli ostatni punkt: "zrób to coś samemu", nie wchodzi w grę z jakiegoś powodu i konieczna wydaje się rozmowa, warto podejść do niej świadomie, zwłaszcza w przypadkach, jeśli próbowałaś tego w przeszłości, ale rezultaty były dalekie od zadowalających.

Dobrze znasz siebie. Naprawdę?

Można by powiedzieć, że w takiej rozmowie chodzi głównie o komunikację, ale w rzeczywistości to jest kwestia przede wszystkim samoświadomości czyli jak dobrze znasz siebie?

A także świadomości różnorodności ludzkich osobowości czyli jak dobrze znasz innych ludzi? Szczególnie najbliższe Ci osoby.

Jeśli masz mniej więcej tyle lat co ja, to założę się, że na pytanie: "kto ty jesteś?" z dużym prawdopodobieństwem odpowiesz: "Polak mały". Przynajmniej mnie taka odpowiedź ciśnie się na usta.

To odpowiedź być może nawet dowcipna, ale głównie automatyczna i bezrefleksyjna.

Bo kim myślisz, że jesteś? Jak dobrze znasz siebie? Jak postrzegasz siebie i jak uważasz, że postrzegają Cię inni? I czy te dwa obrazy są identyczne?

Cała nasza wiedza ma swoje źródło w postrzeganiu.

Leonardo da Vinci

Kiedy z jakiegoś powodu przestajemy (na chwilę) "jechać na autopilocie", budzi się z uśpienia nasza samoświadomość i zaczynamy zastanawiać się: kim jesteśmy?

Nasz umysł podsuwa nam różne skojarzenia, a my budujemy wtedy jakiś obraz nas samych, robiąc różnego rodzaju założenia. Ale czy one są słuszne?

Zamiast prostej odpowiedzi na to pytanie odwołam się do slajdu, którego użył Scott Schwefel w jednej z moich ulubionych prezentacji TEDx zatytułowanej "Twoja osobowość, a twój mózg".

Wyobraź sobie małego, rudego kotka siedzącego przed lustrem i wpatrującego się w swoje odbicie. Jak sądzisz, co widzi w lustrze?

Oczywiście lwa.

Tak właśnie postrzega siebie wielu ludzi, budując obraz swojej osobowości bazujący na podszeptach ich podświadomości.

I chociaż jest możliwa też odwrotna sytuacja (przed lustrem siedzi lew i w odbiciu widzi tylko małego kotka), to kluczową kwestią jest to, że jeśli chcemy zobaczyć prawdziwszy, bardziej obiektywny obraz nas samych (co jest niesamowicie przydatne w życiu), to musimy użyć naszej świadomości i skonfrontować podświadomy ... bohomaz, rodem z najlepszej szkoły prymitywistów, z rzeczywistością.

Włączenie świadomości jest potrzebne nie tylko po to, aby potwierdzić lub zaprzeczyć naszym imaginacjom na własny temat, ale chyba przede wszystkim po to, aby zrozumieć, jak ukazujemy się innym oraz w jaki sposób wchodzimy z nimi w interakcje i aby zaraz potem uświadomić sobie "inność" drugiego człowieka.

Irytujące przeznaczenie.

Nasze umysły mieszczą nieprzebrany zbiór podświadomych wzorców, których używamy wchodząc w interakcje z innymi ludźmi. Jeśli nie zakwestionujemy ich używając świadomości, mamy wrażenie, że rzeczy po prostu nam się ... "przydarzają"

Jak ujął to Carl Jung:

Dopóki nie sprawisz, że nieświadome stanie się świadomym, będzie ono kierować twoim życiem, a ty będziesz nazywać to przeznaczeniem.

Carl Jung

Kiedy zaczynamy bardziej świadomie przyglądać się naszym interakcjom z innymi, nie dość, że przeznaczenie przestaje być najważniejszym wyznacznikiem wyników tych interakcji, to jeszcze zaczynamy dostrzegać różne wzorce zachowań u innych ludzi, a także zaczyna się pojawiać zrozumienie naszych własnych wzorców. Bo dopóki nie zakwestionujemy naszych nieświadomych wzorców zachowań używając świadomości, mamy trudności za zrozumieniem zachowania innych i uznajemy je bardzo często jako ... "irytujące".

I znowu warto przywołać słowa Carla Junga:

Wszystko, co nas irytuje w innych, może nas doprowadzić do zrozumienia nas samych.

Carl Jung

Różnorodność szablonów.

Od bardzo dawna ludzie tworzyli ramy, dzięki którym mogliby poznawać samych siebie, ale także innych, a co może najważniejsze, dzięki którym mogliby lepiej się komunikować.

Czterech "koleżków" od Hipokratesa, czyli: choleryk, sangwinik, flegmatyk i melancholik, to jedna z pierwszych typologi osobowości człowieka.

Przez następne dwadzieścia parę wieków stworzyliśmy ich naprawdę dużo i nadaliśmy im trudne do zapamiętania i zrozumienia nazwy, jak: HBDI, MBTI, TTI czy DISC.

I chociaż trzeba pamiętać, że nie ma jednej "prawdziwie słusznej" i dowiedzionej teorii osobowości, i że każda z nich jest słuszna tylko w jakimś zakresie, i że większość z nich nie wykracza poza obszar "normalnego", codziennego życia, to jednak stanowią dobry punkt startu do świadomej analizy i niektóre nadają się jako skuteczne narzędzie, którego można używać w tym normalnym, codziennym życiu

Osobiście, największą estymą darzę model osobowości człowieka nazwany Enneagramem, a za książkę, która wyjaśnia jego założenia trzeba było dać równe 50.000 zł ... oczywiście przed denominacją.

Ale na potrzeby tego wpisu użyjemy innego modelu, używanego dość powszechnie, szczególnie w korporacjach (jeśli tam właśnie pracujesz, to jest więcej niż prawdopodobne, że go znasz lub używają go Twoi zwierzchnicy w stosunku do Ciebie).

Zdecydowałem się na niego nie tylko z uwagi na powszechność użycia, ale głównie na względną łatwość zapamiętania i zastosowania w praktyce.

Jego oficjalna nazwa to Insights Discovery, bazuje on na spuściźnie Carla Junga, a ja nie zamierzam nauczać Cię tutaj tego modelu (zwłaszcza, że nie jestem akredytowanym trenerem).

Zamierzam za to pokazać Ci, jak oceniając świadomie swoje wzorce zachowań poprzez pryzmat tego modelu, możesz je sobie szybko uświadomić (przynajmniej te najbardziej widoczne i używane przez Ciebie najczęściej), a także, jak spojrzeć na zachowania innych, by mieć świadomość ich wzorców, co zwiększy wielokrotnie Twoje szanse na efektywną komunikację z nimi.

Innymi słowy, jeśli jeszcze nie znasz żadnego modelu osobowości i nie używasz jakiegoś na codzień, za chwilę dowiesz się czegoś ciekawego o sobie i ... będziesz zdolna przekonać swojego męża, chłopaka, szefa czy innego faceta, aby zrobił dowolną rzecz, której chcesz ( ... wow, co? - ale wierzę, że etyka coś dla Ciebie znaczy).

Under the rainbow.

No to zaczynamy.

Będziemy używać czterech kolorów: czerwonego, żółtego, zielonego i niebieskiego (nazywanych przez twórców modelu energiami) do oceny Ciebie, twojego interlokutora, czy każdego innego człowieka.

Model bazuje na czterech podstawowych typach osobowości (stąd cztery kolory-energie). Innymi słowy, model oparty jest na matrycy wyznaczonej przez dwie pary przeciwstawnych parametrów: introwertyzm vs ekstrawertyzm oraz logiczne myślenie vs odczuwanie.

Jeśli w "realu" spotkasz kogoś, kogo zachowania charakteryzuje wyłącznie jeden kolor ... uciekaj, to nie jest "normalny" osobnik.

Inaczej rzecz ujmując, każdy z nas jest trochę ... "tęczowy", czyli ma jeden, dwa kolory dominujące, a niekiedy zachowuje się trochę jak swoje przeciwieństwo.

Ja jestem bardzo zielono-niebieski (... to już wiesz skąd wzięły się barwy Modus Tao), od czasu do czasu emanuję wyblakłą czerwienią oraz rzadko bywam żółty.

A zatem, jeśli w Twojej relacji z mężem, szefem czy kimkolwiek przyszedł czas na "poważną" rozmowę, przygotuj się do niej analizując ich wcześniejsze zachowania, dostosuj Twój przekaz do ich dominującego koloru (kolorów) i ... ciesz się osiągniętym sukcesem.

Oto charakterystyka poszczególnych typów i proste podsumowanie, co powinnaś wziąć pod uwagę w pierwszej kolejności:


Niebieski

Możesz go nazwać Obserwatorem.

Jego motto to: zróbmy to poprawnie!

Cechuje go introwersja i myślenie - jest skoncentrowany na zadaniu, spokojny pod presją, rozważny i obiektywny.

Kiedy wszystko idzie dobrze jest ostrożny, precyzyjny, świadomy, pytający, formalny.

Kiedy nie idzie dobrze jest nadęty, niezdecydowany, podejrzliwy, zimny, powściągliwy.

Przy windzie: w głowie oblicza łączną wagę wszystkich pasażerów i porównuje ją z maksymalnymi ograniczeniami wagowymi urządzenia; może poczekać na następną windę.

Jeśli chcesz postawić na swoim pamiętaj: jest analityczny. Musisz dać mu wystarczająco dużą ilość danych oraz informacji czyli faktów i powodów. Jeśli przedstawisz sprawę tak, że wszystko będzie się układało w logiczną całość, masz największą szansę na przekonanie go. Dodatkowym Twoim atutem w tej grze jest jego awersja do ryzyka. Jeśli przedstawisz swoje obawy i przekonująco wykażesz, że mogą pojawić się problemy, jeśli to, co chcesz osiągnąć nie ziści się, że jest ryzyko, że coś pójdzie nie tak, to najprawdopodobniej zrobi to, na czym Ci zależy.


Zielony

Możesz go nazwać Wspierającym.

Jego motto to: zróbmy to w sposób uprzejmy!

Cechuje go introwersja i uczucie - podejście sprzyjające głębi, refleksji, harmonii i konsensusowi.

Kiedy wszystko idzie dobrze jest opiekuńczy, zachęcający, dzielący się, cierpliwy, zrelaksowany.

Kiedy nie idzie dobrze jest potulny, bezbarwny, drętwy, zależny, uparty.

Przy windzie: faktycznie używa przycisku "otwórz drzwi", aby pomóc innym wejść do środka.

Jeśli chcesz postawić na swoim pamiętaj: jest z natury opiekuńczy i zazwyczaj nie ma z tym sympatycznym osobnikiem wielkiego problemu. "Love and peace" to jego mantra. Wszystkiego, czego chce, to bezpieczeństwa i szczęścia dla siebie i innych. Jeśli zagrasz tą nutą i przekonasz go, że wszyscy będą potem bezpieczni i szczęśliwi, w zasadzie nie może Ci się nie udać. Zieloni są też podatni na tzw. social proof. Jeśli przedstawisz sprawę tak, że inni tak robią, albo jeszcze lepiej, że ktoś, kogo Zielony zna, tak właśnie postępuje i wychodzi na tym świetnie, masz sprawę wygraną.


Czerwony

Możesz go nazwać Dyrektorem.

Jego motto to: zróbmy to teraz!

Cechuje go ekstrawersja i myślenie - duża aktywność, praca z innymi, jest logiczny i skoncentrowany na faktach.

Kiedy wszystko idzie dobrze jest konkurencyjny, wymagający, zdecydowany, ma silną wolę, jest celowy.

Kiedy nie idzie dobrze jest agresywny, kontrolujący, niepohamowany, przesadny, nietolerancyjny.

Przy windzie: wchodzi prosto do windy i naciska przycisk (kilka razy).

Jeśli chcesz postawić na swoim pamiętaj: przeważnie się spieszy. Jest twardy i decyzyjny, a decyzje podejmuje szybko, bazując na krótkiej liście faktów. A zatem, to co powinnaś zrobić, to dać mu krótkie podsumowanie, coś w rodzaju: "myślę, że powinniśmy zrobić tak, a tak. Tutaj wypunktowałam dlaczego tak uważam. To będzie wymagało tego i tego. Takie będą z tego korzyści". Zrób co możesz, aby decyzja była dla niego łatwa. Jeśli potrzeba jakiś przygotowań przed tą decyzją, zrób to zawczasu. Przygotuj wszystko tak, jakby jedyną rzeczą, która pozostała do zrobienia był "podpis prezesa pod kontraktem". Możesz też dodać coś w rodzaju: "myślę, że powinniśmy tak zrobić i jeśli się zgodzisz, zajmę się wszystkimi szczegółami". Możesz też skorzystać ze strategii prostego wyboru, dając mu do wyboru tylko dwie opcje. Coś w rodzaju: "jak uważasz kochanie, powinniśmy zrobić tak, czy tak?". Oczywiście powinnaś przygotować to tak, że obie opcje są dla Ciebie do przyjęcia. To powinno być pytanie w stylu: "czy chcesz, żebyśmy zrobili to od razu czy za tydzień?" Takie zagranie daje Czerwonemu poczucie kontroli nad całą sprawą, sprawiając jednocześnie, że z dużym prawdopodobieństwem nie pojawi się w grze trzecia opcja: nie dla całej sprawy.

Czerwony to typ macho, nawet jeśli jest kobietą.


Żółty

Możesz go nazwać Inspiratorem.

Jego motto to: zróbmy to razem!

Cechuje go ekstrawersja i uczucie - łączy towarzyskość i troskę o innych z nastawieniem na działanie i rozrywkę.

Kiedy wszystko idzie dobrze jest towarzyski, dynamiczny, demonstracyjny, entuzjastyczny, przekonujący.

Kiedy nie idzie dobrze jest pobudliwy, gorączkowy, niedyskretny, krzykliwy, pospieszny.

Przy windzie: postrzega windę jako świetną okazję do "nadrobienia zaległości" i porozmawiania z ludźmi; może przytrzymać otwarte drzwi, aby dokończyć rozmowę z osobami, które wysiadają na innych piętrach.

Jeśli chcesz postawić na swoim pamiętaj: jest podekscytowany, ma wizje, wszędzie szuka inspiracji. Z drugiej strony jest całkiem niezorganizowany i często zmienia zdanie. Dlatego raczej nie licz, że Twoje logiczne argumenty do niego dotrą. Jeśli spróbujesz go zanudzić Twoją długą, logiczną tyradą ... przegrałaś. Kluczem jest bycie możliwie szybką w malowaniu obrazu "jak to będzie wspaniale, kiedy zrobimy to i to". Możesz powiedzieć coś w rodzaju: "Wiesz, wpadłam na fantastyczny pomysł. To coś całkiem nowego i zupełnie innego niż dotychczas. Wszyscy to pokochamy. Ja to wszystko zorganizuję...", albo nawet "... już wszystko przygotowałam. Możesz na to spojrzeć, bo jest gotowe. Czyż to nie jest wspaniałe?". Podobnie jak w przypadku Czerwonego spraw, aby decyzja była dla niego łatwa, ale musisz zadbać o to, żeby całość była również ekscytująca, bo to jest to, co Żółtego napędza. Raczej nie możesz liczyć, że wykona cokolwiek w jakiejkolwiek sprawie, jeśli nie będzie go to kręcić. A jeśli dasz mu do wypełnienia sążnisty kwestionariusz testu psychologicznego do wypełnienia ... umarł w butach.

Proste jak człowiek.

I to tyle. Proste prawda?

Wystarczy, że zadasz sobie trochę trudu i w pierwszej kolejności zastanowisz się nad swoimi wzorcami. Jeśli będziesz ze sobą szczera, szybko odkryjesz swoją prawdziwą naturę.

Żadna z przedstawionych osobowości NIE jest lepsza od innej. Tacy jesteśmy i jeśli jeszcze tego nie zrobiłaś, to czas na samoakceptację, co oczywiście nie przesądza, że nic nie możesz zmienić. Dopiero, kiedy w Twojej świadomości zacznie się kształtować prawdziwszy obraz samej siebie, będziesz mogła postanowić czy chcesz coś zmieniać, a jeśli tak, to w jakim zakresie?

Jeszcze raz zadam te same pytania:

Kim myślisz, że jesteś?

Jak dobrze znasz siebie?

Jak postrzegasz siebie i jak uważasz, że postrzegają Cię inni?

Gdyby życie było tak proste, jak ja przedstawiłem ten model osobowości, to zapewne znalezienie odpowiedzi na te pytania byłoby łatwiejsze. Niestety, życie jest pełne niuansów.

Jak mówiłem, jestem zielono-niebieski. Czy zatem jednego dnia jestem Obserwatorem - zróbmy to poprawnie!, a innego Wspierającym - zróbmy to w sposób uprzejmy!?

Tak, tak też bywa, ale zazwyczaj jestem ... Koordynatorem - czyli zróbmy to dokładnie!

Każdy model osobowości ma swoje ograniczenia, a im jest prostszy, tym zazwyczaj jest mniej uniwersalny i w mniejszej liczbie przypadków może zostać efektywnie zastosowany.

Ale przy okazji rozwiązywania każdego problemu, a zatem również problemów w naszych relacjach, od czegoś trzeba zacząć.

Jeśli żona jest wyraźnie Czerwona, a mąż wyjątkowo Zielony (chodzi oczywiście o energie w modelu), to jeśli ich związek trwa już wystarczająco długo, może się okazać, że minęły już lata ich wzajemnego zauroczenia zgodnie z zasadą "przeciwieństwa się przyciągają".

Być może na początku czuli, że ich związek jest ... pełny czy kompletny, z uwagi na to, jak bardzo dopełniali go swoimi odmiennymi osobowościami. Ale po kilkudziesięciu latach razem, jeśli nie włożą odrobiny wysiłku w zrozumienie wzorców swojej drugiej połowy, ich umysły mogą zostać ogarnięte żądzą mordu, bo każde z nich robi wszystko całkowicie odmiennie niż partner.

Czy zatem myśląca-ekstrawertyczka i czujący-introwertyk mają szansę na udany, długi związek?

Jeśli przeczytaliby ten wpis, to wierzę, że byłoby dla nich jasne, iż w takiej sytuacji lepiej, aby on, po powrocie z pracy, od progu zaproponował własnoręczne wykonanie jakiejś czynności domowej, a ona, w odpowiedzi, zamiast dołożyć mu jeszcze pięć dodatkowych zajęć na teraz, utuliła go swoich ramionach nieco dłużej niż zazwyczaj?

Więcej na ten temat.

Do Ciebie.

Mam nadzieję, że ten wpis był dla Ciebie przydatny i znalazłaś w nim coś wartościowego dla siebie. 


A Ty, jak sobie radzisz w swoich relacjach? "Sprzątasz po kotach" czy masz inny sposób?


Daj mi znać, zostawiając komentarz poniżej. Dzięki 🙂

o autorze

Robert Jastrzębski

Prywatnie jestem mężem, ojcem i ... joginem.
Zawodowo jestem Mistrzem Techniki Bowena.
Śmiem myśleć o sobie, jako o coachu. Lifecoachu.
Podzielę się z Tobą wszystkim, czego nauczyłem się o budowaniu udanego życia, nawet jeśli nie masz wielu talentów i dobre zdrowie nie jest Twoim największym atutem. Jak w moim przypadku.
Moim celem jest pomóc Ci zoptymalizować Twoje życie i uwolnić Twoje moce, byś stała się siłą, z którą trzeba się liczyć.


Może spodoba Ci się także:

{"email":"Email address invalid","url":"Website address invalid","required":"Required field missing"}
>